To już ostatnia część tego opowiadania. W piątek ukaże się rozdział innej opowieści ;) Później może jakoś poleci ^^ Dziękuję za czas mi poświęcony na czytanie "Wigilijnego czaru". Mam nadzieję, że końcówka Was nie rozczaruje i będziecie dalej mnie wspierać w pisaniu ^^ Miłego czytania xD
Postać zaczęła się poruszać. Gdy mgła zrzedła, można było zauważyć sylwetkę dwóch walczących Feniksów, oraz jeszcze innego, zbliżającego się do Fi Re.
Był to piękny, srebrny ptak o lśniących skrzydłach.
- Mam na imię Fog Re. – odezwał się przyjaźnie. – Dopełniłeś swoją misję. Broniłeś ukochanych i kochałeś mocno – spojrzał smutno na Fergusona.
Przez dłuższą chwilę wpatrywał się, jak wściekła twarz Callana, blednie, matowieje, traci blask, by na końcu zmorzyć ją łzami. Potem kontynuował.
- Nie znając przeszłości, wypełniłeś ją, oraz nie pozwoliłeś kierować się uczuciem do siebie samego. Nie dążyłeś do wygranej, lecz do ukojenia pękniętego serca, chociaż…wydaje mi się, że miałeś inny zamiar. – spojrzał na niego sugestywnie, domyślając się, że chłopiec chciał zginąć i dołączyć do swojego ukochanego. – Jednak odszedłeś od tej myśli, poświęcając życie, dla ludzi. Cudownym uczuciem obradowałeś innego człowieka. Dzięki temu, mogę teraz odebrać moc od Ice Re.
Sammy drgnął.
- Co?? To było zaplanowane? – żółte ślepia świdrowały wzrokiem Fog Re.
- Od dawna. – odparł spokojnie srebrny Fenix. – Czy nie zauważyłeś, że nawet, gdy Paulem kierował gniew, zemsta i bezsilność, to on i tak nie dawał z siebie wszystkiego? Mimo to, pamiętał, że jesteś kimś bliskim dla niego i kocha Cię, przyjmując ciosy. Nawet, gdy zraniłeś go jak nikt inny, to on nie popadł w stan berserka i starał się nie zrobić kuzynowi krzywdy. Nie wiedział, jak Cię powstrzymać, więc uderzał w newralgiczne punkty, by Cię osłabić, a następnie spróbować zmienić na lepsze, czyż nie? – lekkie potaknięcie głową, wywołało prychniecie ze strony Sama. – Wiedziałem, że tak będzie, więc uwierzyłem w jego zwycięstwo. Czyste serce, zawsze takie pozostanie. – Fog Re nie przejął się zachowaniem niebieskiego Fenixa.
Po tych słowach zaczął wypowiadać regułkę sutry czaru. Ice Re chciał przerwać, rzucając się jego stronę, lecz w tym samym czasie stanął obezwładniony. Zaczął wrzeszczeć i spalać się szybciej niż przebiegałby normalny proces. Odradzał się na nowo, jednak to miało już nigdy nie nastąpić.
- To dopiero początek. – krzyczał zawzięcie.
- Nie synu, to koniec. – odparł chłodno Fog Re.
Po wypaleniu się ciała, zdmuchnął na wszystkie strony, pozostałości w postaci popiołu.
Nareszcie słychać było szum wiatru i zew przyrody, która kwiliła cicho, z powodu strachu przed końcem walki.
Fi Re zamienił się na powrót w chłopca, tak samo jak zespół.
Paul podbiegł do Fergusona i przytulił go. Wielka kropla spłynęła mu z policzka, na usta Tommiego.
- Kochany. – szeptał Callan nie mogąc pogodzić się ze stratą.
Wtem poczuł, że ktoś gładzi jego włosy.
- Tommy! Ty żyjesz! – krzyknął z radości.
- To dzięki Twej miłości. Ona wszystko przetrwa. – uśmiechnął się czule i pocałował chłopca.
Uszczęśliwiony Paul, płakał i śmiał się na przemian.
Wzruszeni rodzice i Alva, podeszli do nich.
Fog Re przekrzywił lekko głowę w bok.
- Paul. Twe siły witalne słabną. Musisz pożegnać się z bliskimi.
Wszyscy zamarli. Słychać było najdrobniejszy szczegół otaczającej ich przyrody.
- Został mi przecież jeszcze miesiąc życia! – chłopiec dopiero teraz poczuł, jak bardzo nie chce odchodzić. Przez cały rok łudził się, że zamknął w sobie wszystkie te uczucia lęku przed śmiercią, a teraz, w jej obliczu, wyszedł jego strach i panika.
- Synku, to nie był ostateczny termin. – John powstrzymywał łzy.
Ferguson wstał. Czuł, że musi tak być, jednak już po raz drugi odbierają mu jego ukochanego.
Piętnastolatek trudem zastosował się do polecenia Fog Re,zostawiając na koniec bliskiego przyjaciela.
- Pamiętasz, co mi powiedziałeś tamtego dnia, gdy musieliśmy się rozstać? – zapytał.
- Tak. „Paul kocham Cię nad życie, ale nie chcę Cię skrzywdzić”.
- Właśnie. Wtedy tego nie rozumiałem. Teraz jednak zdałem sobie sprawę z wagi tych słów. Nie pozwolę żebyśmy się znów rozstali. Musimy uwierzyć w cud!
Oczy Fog Re zabłysnęły tajemniczym blaskiem.
- Nigdy nie zdarzyło się coś podobnego. Jesteście tak przepełnieni dobrocią, iż dostaniecie ode mnie dar.
Ciała dwójki chłopców zaczęły jaśnieć. W tej samej chwili członkowie zespołu przenieśli się do krainy Fog Re.
Paul i Tommy połączyli się, tworząc piękną kulę światła.
- Zawsze będą przy was. Ich obecność czasem nie będzie sprawiała wam bólu. – srebrny Fenix zwrócił się do Callanów.
Po tych słowach zniknął.
EPILOG
Słowa Fog Re okazały się prawdą.
Minął rok, a Callanowie przyzwyczaili się do jasnego promyczka światła, które czasem ich odwiedzało. Ludzie w Shelford mogli żyć spokojnie, naukowcy odetchnęli z ulgą i wszyscy, nie wliczając jednej rodziny, powoli zapominali o tym, jak o mały włos nie stracili życia.
Zapytacie pewnie, po co komu taki promyk?
Otóż spieszę z wyjaśnieniem.
Gdy podczas burzy, lub, gdy jest zachmurzone niebo, ujrzycie unosząca się mgiełką, to przyjrzyjcie się jej uważnie. Przez gęste chmury stara się przedrzeć promień słońca, by wpadając do mgły, zwalczyć ciemny kożuch, z którym bez trudu wygrywa.
Chmurami jest rozproszony pył Ice Re, mgiełką – Fog Re, a promykiem złączona miłość kochanków, których nikt już nie rozdzieli. Dzięki temu światełku mgła jest przejrzysta i pozbawiona czarnych kolorów.
Zawsze, gdy łaskocze was niesforny promień, gdy śpicie, uśmiechacie się, marszczycie nos i patrząc przez okno, nachodzi was wspaniały humor.
Kiedy jest wyśmienita pogoda, opalacie się, a miłość Paula i Tommiego zostawia ślad w postaci opalenizny, rozpala was.
Pamiętajcie o wszystkich i obdarowujcie ich dobrocią, to ona wygraweruje na was ślad. Ślad w postaci odwzajemnienia, pomocy i rozświetlonych skrzydeł przyjaźni.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje.
Nic nie można przyrównać do wdzięczności i szczęścia. Tylko nie należy o nich zapominać.
Mała dziewczynka potrząsnęła szklaną kulą. Nie wiedziała, że wewnątrz mieszkają ludzie.
Ziemia się zatrzęsła, przewróciły się meble. Wszyscy w pośpiechu uciekali z domów.
Byle dalej.
Jednostajny krąg,niewidzialne przykrycie. Nie ma drogi, nie ma ścieżki.
Nigdy nie wiadomo, kiedy ucichnie. Coraz mocniejsze wstrząsy, ludzie panikują, modlą się.
Strach, katastrofa,ból.
Nagle ustają drgania, przez chwilę panuje cisza. Ludzie wracają do obowiązków, nikt nic nie pamięta. Znów słychać codzienną krzątaninę, krzyki, kłótnie. Bez przemyślenia,bez wiary.
Tak, jakby bez wspomnień sprzed chwili.
Pustka. Niesprawiedliwość losu.
Mała dziewczynka potrząsnęła szklaną kulą. Położyła ją na stole i klasnęła w dłonie.
Wewnątrz sypał biały śnieg, a w oknie domku, widać ludzi przy stole.
Wigilia, Boże Narodzenia i niepozorny spokój…trwający od tysiącleci.
KONIEC
*„Hymn o miłości” 1 Kor 13,1-13. (fragmenty).
**„Śnieg” własnego wykonania ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz